sobota, 21 lutego 2015

Praktyczny i pomysłowy - czyli jaki prezent dla mężczyzny?

Dzisiaj dzień niezwykły, bo to dwudzieste siódme urodziny mojego narzeczonego. Z tego właśnie powodu po raz kolejny stanęłam w obliczu wyzwania, jakim jest kupienie odpowiedniego prezentu. Z uwagi na to, że kupno dobrego upominku dla mężczyzny nie należy do zadań łatwych, postanowiłam temu właśnie zagadnieniu poświęcić dzisiejszy post. Starałam się zebrać wszystkie moje dotychczasowe pomysły i nowe koncepcje, które przyszły mi do głowy. Każdy facet wymaga, aby prezent był przede wszystkim praktyczny a przy tym pomysłowy. Niestety schody zaczynają się wówczas, gdy mężczyzna jest bardzo wybredny albo wtedy, gdy w zasadzie ma już wszystko. Kupno kolejnego zegarka, książki czy koszuli zawsze się sprawdzi, lecz niejednokrotnie chciałoby się postawić na coś mniej standardowego. W internecie jest oczywiście mnóstwo inspiracji, ale mimo wszystko ja dokładam własne - może dla kogoś okażą się pomocne. 

ODZIEŻ, BIELIZNA I DODATKI
- koszula - standard zawsze mile widziany
- kalesony - np. termoizolacyjne
- koszulka sportowa do treningu
- sweter lub bluza - co kto woli
- czapka
- elegancki szalik/komin
- stylowe rękawiczki
- zawsze pożądane skarpetki lub majtki/bokserki
- skórzany pasek do spodki
- zegarek sportowy, monitorujący pracę serca, liczbę spalonych kalorii, czas treningu

AKCESORIA SAMOCHODOWE
- uchwyt na kubek do samochodu
- wieszak samochodowy na koszulę/marynarkę
- mata/pokrowiec na fotel kierowcy (ewentualnie z funkcją masażu)
- rozgałęziacz do auta na USB
- słuchawki bezprzewodowe
- nawigacja GPS
- lokalizator kluczy dla zapominalskich

DO MIESZKANIA/POKOJU
- cyfrowa ramka na zdjęcia
- ramka na zdjęcia z wydrukowanym przez Was napisem
- zestaw narzędzi
- latarka
- waga elektroniczna dla osób dbających o linię
- cooler do alkoholu
- imprezowe kieliszki do wódki
- ulubiony alkohol (warto pokusić się o coś nietuzinkowego – lepsze wino, paroletnią whisky itp.)
- zaskakujący kubek (np. zmieniający nadruk pod wpływem ciepła)
- zegarek z budzikiem, datą i wyświetlaczem LCD (styl, kształt i kolorystyka może być dobrana pod wystrój pokoju/mieszkania naszego faceta lub pod jego hobby)
- dobry kubek termiczny lub nieduży termos
- organizer do pokoju/mieszkania na klucze, pocztę, dokumenty lub praktyczny organizer na biurko
- unikalna kawa lub herbata

DO OSOBISTEGO UŻYTKU
- etui/pokrowiec na telefon, tablet lub laptop
- łańcuszek z zawieszką (połowa serduszka bądź krzyżyk)
- ulubiony smakołyk
- karnet na siłownię/basen
- voucher na jakąś ekstramalną przygodę, np. jazda luksusowym samochodem, degustacja whisky, paintball itp.
- pendrive z nagranymi ulubionymi filmami lub nowościami z ulubionego gatunku filmowego (możliwa także opcja z ulubioną muzyką)
- zestaw kosmetyków (warto kupić coś nowego a jednocześnie polecanego przez innych mężczyzn – może akcesoria do stylizacji włosów, krem do rąk, pomadka dla mężczyzn, zestaw do golenia)
- scyzoryk
- trymer do nosa i uszu
- walizka dla podróżujących, sportowa torba lub teczka dla zapracowanych
- kalendarz lub notatnik dla zorganizowanych
- brelok z Twoim imieniem bądź jakimś znaczącym dla niego symbolem/napisem
- gra PS/XBOX do gry wieloosobowej
- okulary przeciwsłoneczne

A tak prezentują się tegoroczne, urodzinowe i walentynkowe podarunki ode mnie:






Mam nadzieję, że coś z powyższej listy okaże się przydatne. Powodzenia w czekających Was wyborach prezentowych ;)

czwartek, 22 stycznia 2015

Sałatka z selerem i szynką

W miniony weekend gościłam w mieszkaniu siostrę z rodziną. Z tego powodu od rana krzątałam się po kuchni. Postanowiłam zrobić też jakąś nową sałatkę i w oparciu o internetowe znaleziska, wykombinowałam pyszną, orzeźwiającą sałatkę. Oto przepis dla ciekawych:



1 puszka kukurydzy
1/2 puszki ananasa
10-15 dag szynki z indyka
1 puszka selera konserwowego
1/2 małego słoika majonezu
pieprz i sól (wedle uznania)

Mieszamy i mamy prostą, szybką i smaczną sałatkę...

wtorek, 16 grudnia 2014

Dieta - druga relacja


Moja dieta trwa już ponad miesiąc. Jestem z siebie dumna, bo przez cały ten czas mimo ogromnej pokusy nie sięgnęłam po żadne słodycze! To nieprawdopodobne, ponieważ jestem wielkim łasuchem i uwielbiam słodkości. Ciągnie mnie do nich, ale myśl, że podczas Świąt Bożego Narodzenia pozwolę sobie na małe, słodkie pyszności jest dla mnie motywująca. Oczywiście po Świętach wracam do swoich zdrowych zasad żywieniowych. 

Czas na kolejne - drugie podsumowanie moich zmagań. Moja waga początkowa wynosiła 70,5 kg. Po dwóch tygodniach zbiłam ją do około 68-67,5 kg. Ostatnią wizytę u dietetyczki miałam w piątek, tj. 12 grudnia 2014 r. i waga pokazała, że spadł kolejny kilogram. Przed chwilą stanęłam na domową wagę i wyświetliła się liczba 66,5 kg. Po kolejnej analizie masy ciała u dietetyczki okazało się, że poziom wody w moim organizmie wzrósł i oscyluje w granicach 60%. Zawartość tkanki tłuszczowej spadła i teraz wynosi około 15%. Wskaźnik BMI wykazuje górną granicę normy. Niestety pomiary te są lekko zakłamane właśnie przez zbyt dużą ilość wody. Oczywiście gromadzenie się jej w moim ciele jest nieuniknione z powodu marskości wątroby. Mimo iż nie używam soli, staram się dużo pić i ruszać, to ona wciąż się utrzymuje. Powróciłam do łykania tabletek moczopędnych, których głównym zadaniem jest zbicie poziomu wody. De facto nic więcej w tym kierunku nie mogę zrobić.

Warto nadmienić, że podczas trzeciego i czwartego tygodnia diety dołożyłam aktywność fizyczną. Zapisałam się na siłownię i uczęszczam tam przynajmniej 3 razy w tygodniu po 1 - 1,5 h. Oczywiście nie wykonuję jakiś przeciążających ćwiczeń - zależy mi na wyrobieniu lepszej kondycji i ujędrnieniu ciała. Z ćwiczeniami muszę jednak bardzo uważać i mieć na uwadze przede wszystkim swoje zdrowie. Ograniczam się jedynie do bieżni (szybki marsz), rowerku i ćwiczeń na łydki, uda i pośladki. Podczas piątkowej wizyty u dietetyczki - okazało się podczas pomiarów, że w talii straciłam 3 cm a w udach 2 cm. Obwód klatki piersiowej i biustu się nie zmienił, ale z tego jestem akurat zadowolona ;) Na koniec wizyty otrzymałam dietetyczne wersje wigilijnych potraw także jeśli ktoś byłby zainteresowany jakimś konkretnym daniem to mogę się podzielić.

Ciąg dalszy nastąpi...


czwartek, 27 listopada 2014

Z wizytą u dietetyczki


Mimo że do ślubu zostało jeszcze bardzo dużo czasu, to myśl o tym, że we wrześniu będę szczęśliwą mężatką stała się dla mnie ogromną motywacją do wzięcia się za siebie. W końcu to jeden z najważniejszych dni w życiu, do którego warto się przygotować. Ale nie tylko ten aspekt był powodem mojej decyzji. W obliczu mojej choroby (marskość wątroby) utrzymanie prawidłowej diety jest niezwykle istotne. I dlatego właśnie zdecydowałam się na wizytę u dietetyczki. Oczywiście głównym zamiarem było dla mnie zrzucenie paru kilogramów, ale równie istotne stało się wypracowanie prawidłowych nawyków żywieniowych. Myślę, że w obliczu powszechnej mody na zdrowy tryb życia, zdecydowanie się na dietę nie jest niczym nadzwyczajnym, ale dla mnie to pierwsza taka poważna zmiana. Kiedyś raczej nie zwracałam uwagi na to, co jadłam. Dzisiaj stałam się bardziej świadoma właściwości produktów, po które sięgam. 
A wszystko zaczęło się od wizyty u pani dietetyczki dokładnie dwa tygodnie temu. Po szczegółowym wywiadzie dotyczącym mojego codziennego trybu życia, dotychczasowych upodobań kulinarnych i omówieniu moich oczekiwań od stosowanej diety, pani dietetyczka dobrała indywidualny plan żywieniowy dostosowany do moich preferencji. Moja dieta obejmuje 5 posiłków: śniadanie (400 kcal), drugie śniadanie (240 kcal), obiad (480 kcal), podwieczorek (160 kcal) i kolacja (320 kcal). Dziennie spożywam zatem 1600 kcal i co jest najważniejsze nie chodzę głodna. Na kartkach mam szczegółowo wypisane co i w jakiej ilości mogę spożywać w stosunku do każdego posiłku. Oprócz ustalenia jadłospisu, został wykonany także pomiar ilości tkanki tłuszczowej, wody w organizmie i ogólnej masy ciała. 
W dniu mojej wizyty ważyłam 70,5 kg w tym 23% tkanki tłuszczowej i 54,8% wody. Pani dietetyczka powiedziała, że rzadko zdarza jej się osoba ze stosunkowo niedużą ilością tkanki tłuszczowej, ale bardzo wysokim poziomem wody. Niestety gromadzenie wody w organizmie jest efektem mojej choroby. Picie dużej ilości wody, wyeliminowanie cukru i soli z jadłospisu jest receptą na redukcję nadmiaru wody. Przyznam, że od zawsze byłam łasuchem i uwielbiam słodycze. Ale postanowiłam zrezygnować z tych przyjemności. Nie słodzę herbaty ani kawy. Nie jest łatwo i pomimo zapewnień pani dietetyczki, że po 4-5 dniach minie mi ochota na słodkie, to tak się nie stało. Ja wciąż bym coś z chęcią zjadła, ale jak na razie udaje mi się pokonać mój apetyt na słodycze. Mam cel i chcę go zrealizować. 
Oczywiście do diety należy dołożyć aktywność fizyczną. Chciałam zapisać się na siłownię, ale znów moja choroba stanęła mi na drodze. Wysiłek związany z chęcią pozbycia się tkanki tłuszczowej mógłby być dla mnie bardziej szkodliwy niż pomocny. Dlatego ograniczam się do zwykłej aktywności - co najmniej 30 min szybszego spaceru minimum 3 razy w tygodniu. 
Warto w tym miejscu nadmienić, że zbyt szybka utrata masy ciała też nie jest dobrym rozwiązaniem. Gdy zaczynamy się odchudzać, to należy robić to z rozwagą i z szacunkiem do własnego zdrowia. Zależy mi na utracie kilogramów, ale wolę aby spadały one wolniej niż zbyt raptownie. Przy odchudzaniu wątroba bierze udział w rozkładzie tłuszczów, zatem także z tej strony nie mogę jej zbytnio obciążać w krótkim czasie. 

Jutro wybieram się na kontrolną wizytę do dietetyczki - mija właśnie dwa tygodnie od początku mojej diety. Z 70,5 kg udało mi się na razie uzyskać wagę 67,5 kg. Dla mnie to naprawdę świetny rezultat. Planuję zbić wagę do co najmniej 60 kg. Myślę, że przy moim wzroście 164 cm to byłaby bardzo dobra masa ciała. Jestem ciekawa jutrzejszego pomiaru. Mam nadzieję, że udało mi się choć trochę zbić ilość wody z organizmu. Zobaczymy... C.D.N.


sobota, 8 listopada 2014

Targi ślubne

Niedawno wyszukałam w internecie informację o zbliżających się targach ślubnych organizowanych 15-16 listopada 2014 r. w Warszawie. Biorąc pod uwagę, że swój ślub mam zaplanowany na wrzesień 2015 r. nie wyobrażam sobie nie uczestniczyć w takim wydarzeniu. Jestem bardzo ciekawa atrakcji, które są zaplanowane na ten weekend. Nie ukrywam również, że będzie to dla mnie pierwsza okazja, aby zobaczyć Stadion Narodowy od wewnątrz. Uda się zatem upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Targi zainaugurują sezon ślubny 2015. Program pokazów dostępny jest tutaj, zaś wykaz paneli dyskusyjnych tutaj. W sobotę (15.11.2014 r.) targi rozpoczynają się od godz. 10:00 a kończą o godz. 18:00. W niedzielę (16.11.2014 r.) impreza rozpocznie się również o 10:00, ale zamknie o godz. 17:00. Koszt biletu wynosi 20 zł od osoby za jeden dzień. Ci, którzy zdecydują się przyjechać samochodem muszą zgłosić się do bramy nr 6, za którą zostawią auto na podziemnym parkingu. Ci zaś, którzy przybędą komunikacją miejską proszeni są o przejście do bramy nr 5.



Ja wybieram się na targi w sobotę. Mam nadzieję, że ktoś z Was także skorzysta z podanej przeze mnie informacji o tym emocjonującym wydarzeniu. Zatem - do zobaczenia ;)

wtorek, 4 listopada 2014

Placuszki waniliowe

Niedawno udało nam się urządzić wspaniałą kuchnię, o której pisałam Wam we wcześniejszym poście (zobacz). Początki wspólnego mieszkania z narzeczonym to jednocześnie pole nowych wyzwań, które podejmuję. W dzisiejszej notce chciałabym skupić się na moich skromnych, ale ważnych dla mnie osiągnięciach kulinarnych. Lubię gotować, lecz w moim domu rodzinnym zawsze zajmowała się tym mama. Ja od czasu do czasu starałam się zrobić jakąś wspólną kolację, ale nie nazwę tego konkretnym gotowaniem. Teraz wszystko się zmienia. Moja piękna kuchnia motywuje mnie do tego aby gotować w niej równie wyśmienite dania. Prawdę mówiąc najbardziej zależy mi na opinii mojego narzeczonego, bo to dla Niego gotuję naprawdę od serducha. I tak z każdym dniem uczę się czegoś nowego, staram się przygotowywać rozmaite dania. Daleko mi do kulinarnego mistrza, lecz sądzę, iż wystarczy mi tytuł dobrej gospodyni. 

Dzisiaj mniej obiadowo a bardziej deserowo i słodko. Nie tylko ja, ale również mój Piotrek lubimy smak i zapach wanilii - dlatego zdecydowałam się na przygotowanie waniliowych racuchów. Powiem Wam, że wyszły naprawdę smaczne i zapewne jeszcze nie raz je przyrządzę. 


Potrzebujemy:


  • 300g serka waniliowego
  • 2 jajka
  • 7-8 łyżek mąki
  • 5 łyżek mleka
  • szczypta soli
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • olej do smażenia
Wbijamy jajka do miski i je roztrzepujemy. Następnie dodajemy mleko, serek waniliowy, sól i razem dokładnie mieszamy. Potem kolej na mąkę i proszek do pieczenia. Mieszamy aż do uzyskania jednolitej konsystencji. Na rozgrzaną patelnię z olejem nakładamy masę za pomocą zwykłej łyżki. Jedna łyżka to jeden placek. Smażymy z obu stron i wykładamy na talerz wyłożony wcześniej ręcznikiem papierowym żeby odsączyć nadmiar tłuszczu. Racuszki możemy podawać z cukrem pudrem, dżemem, polewą czekoladową lub bitą śmietaną. 

Czas przygotowania: 30 minut
Ilość: mi wyszło 17 placuszków

Smacznego :)

piątek, 31 października 2014

Chmurka pt.: Krótkie przemyślenia życiowe

Dzisiaj bardziej refleksyjnie... Naszła mnie intrygująca myśl a właściwie przemyślenie, które umieściłam na swoim facebooku: "Skupiam się na progu chwili, na samym jej krańcu. Dopiero tutaj uświadamiam sobie bezmiar własnego szczęścia i ogromne umiłowanie życia". Te słowa chyba najpełniej odzwierciedlają mój obecny stan ducha. Pragnę miłości, radości, śmiechu, ciepła, wrażliwości, uniesienia. Mam to wszystko wokół siebie, lecz chciałabym jeszcze bardziej z tego czerpać, upajać się każdym momentem.Przemykają mi przez głowę pojedyncze słowa takie jak: trwanie, obecność, dotyk, zachwyt, moment, piękno czy spełnienie. Myślę, że żadne z nich nie jest przypadkowe. Pragnę życia, jego kontemplacji. W tym momencie uważam, iż wszelkie problemy wydają się być wątłe i nikną w obliczu mojej afirmacji tego co nas otacza. 
Dlaczego niejednokrotnie sami jesteśmy powodem naszego nieszczęścia? Egoizm, złość, irytacja, powierzchowność nie pozostają temu obojętne. Czasami warto zatem zajrzeć w głąb siebie, odepchnąć wszystko, co nam przeszkadza, skupić się na chwili i na sobie, pokochać życie oraz własne "ja". Sądzę, że takie momenty pomagają nie tylko trzeźwiej spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość, ale przy tym nie pozwolą zatracić nam przecież tak pięknych i naturalnych elementów, z których składa się życie - takich właśnie jak: piękno, natura, dobroć, delikatność. 

Podobno ile dobrego damy z siebie tyle otrzymamy w zamian. Ja chcę dawać i brać...

A na zakończenie muzyka, która mi dziś towarzyszy:

Ludovico Einaudi - "Una Mattina" (posłuchaj)


poniedziałek, 27 października 2014

Październikowy weekend w Białowieży

Weekendy mijają bardzo szybko - zdecydowanie za szybko. Dla osób, które ciężko pracują od świtu do zmierzchu sobota i niedziela to niejednokrotnie jedyny moment wytchnienia. Fajnie jest, gdy uda się go maksymalnie wykorzystać. Z tego względu razem z moim narzeczonym jesteśmy zwolennikami weekendowych wyjazdów. Oczywiście nie zawsze możemy sobie na to pozwolić, ale gdy tylko mamy okazję pakujemy się w samochód i ruszamy. W ten sposób zwiedziliśmy ostatnio Sopot czy Kaziemierz Dolny a w ostatni październikowy wyeekend udaliśmy się do Białowieży. 


Mimo iż, nasza wizyta wypadła poza sezonem udało nam się zwiedzić Rezerwat Żubrów, gdzie można zobaczyć dzikiwilkijeleniesarnyżubronie (skrzyżowanie żubra z bydłem domowym), tarpany oraz żubry – będący wizytówką Białowieskiego Parku Narodowego.






Najnowocześniejszym muzeum przyrodniczym w Polsce jest Muzeum Przyrodniczo-Leśne Białowieskiego Parku Narodowego, które ukazuje nie tylko jego florę i faunę, ale także historię i wpływ działalności człowieka. Zwiedzanie z przewodnikiem zajęło około 1 godziny.

Na południu Białowieży zobaczyliśmy piękny carski dworzec kolejowy - Białowieża Towarowa (nieczynny z powodu braku rentowności w przejazdach z Białowieży do Hajnówki). Obecnie znajduje się tam dosyć droga restauracja Carska. Z dworca odjeżdża jednak drezyna - turystyczna kolejka, dzięki której można zachwycać się pięknem przyrody Puszczy Białowieskiej (czas przejazdu od 30 min. do 3,5 h).

Cały pobyt uatrakcyjnił nam pobyt w luksusowym hotelu Żubrówka, gdzie korzystaliśmy z pięknego basenu zaprojektowanego na wzór jeziora w lesie. Miałam także przyjemność zażyć aromaterapeutycznego masażu całego ciała na łóżku wodnym w centrum SPA. W kolejnym dniu udałam się natomiast na zabieg nawilżający na twarz. Zabawną historią była opowieść masażysty, który opisywał różnorodne pomysły kobiet przybywających na zabiegi masażu czy kąpieli. Jak większość z Was zapewne wie podczas tego typu zabiegów, kobiety otrzymują jednorazowe, bawełniane stringi. Dowiedziałam się, że problemem jest nie tylko założenie ich z odpowiedniej strony, ale zdarzyło się, iż panie zakładały otrzymane majteczki na biust a co jeszcze dziwniejsze na głowę (być może myślały, że jest to swego rodzaju czepek). Pomysłowość ludzka jest ogromna ;)

Życzę zarówno Wam jak i sobie jak najwięcej takich weekendowych wyjazdów...

czwartek, 9 października 2014

Maska Kallos Vanilla nabłyszczająca do suchych włosów


Maska Kallos Vanilla przeznaczona jest do włosów suchych, matowych i pozbawionych blasku. Zawarte w składzie proteiny i pantenol mają za zadanie nawilżyć włosy, zregenerować je, nadać im blask, miękkość i ułatwić rozczesywanie. Zgodzę się co do dwóch ostatnich aspektów, z pozostałymi ten produkt niewiele ma do czynienia. Nie zauważyłam aby moje włosy zostały w jakiś szczególny sposób odżywione czy nawilżone. Blask też był raczej mizerny. Dużym plusem według mnie jest dosyć przyjemny zapach budyniowo-waniliowy, który sprawia, że aplikacja maski jest czystą przyjemnością. Niestety zapach nie utrzymuje się długo na włosach, a szkoda. Po paru godzinach już go nie czuć. Bezwzględnym atutem tego produktu jest niska cena, duża pojemność, dostępność i spora wydajność, co jest także ogólną charakterystyką marki Kallos.
Czy kupię ponownie? Raczej nie, chyba że zatęsknię za tym zapachem.

A może Wy macie ulubione i sprawdzone maski do włosów, które zasługują na miano KWC?

poniedziałek, 6 października 2014

Pierś do przodu...

Nadszedł czas na zrobienie gruntownych porządków w szafie, a dokładniej mówiąc w szufladzie z bielizną. Zazwyczaj swoje biustonosze kupowałam na pobliskim bazarku za 10-15 zł. Niestety nowe nabytki szybko się zużywały a ich jakość miała odbicie w komforcie noszenia - a raczej jego braku. Postanowiłam zatem wyrzucić całą zużytą i starą bieliznę. Jednocześnie zainwestowałam w trzy nowe biustonosze. Ważne było dla mnie też to, aby ktoś pomógł mi w prawidłowym doborze stanika, gdyż przyznam, że jak większość kobiet miałam dotychczas problemy z wybraniem właściwego modelu, kroju a nawet rozmiaru. Udałam się zatem wczoraj do sklepu, gdzie pani ekspedientka sprostała wszelkim moim oczekiwaniom - doradziła, pokazała, oceniła. Tym sposobem zakupiłam trzy nowe, przepiękne biustonosze, które idealnie okalają piersi, podnoszą biust a przy tym są bardzo wygodne. Rozmiar 75D okazał się być dla mnie idealny podczas gdy wcześniej zawsze myślałam, że zakup większego stanika da mi tym samym większą swobodę - myliłam się. 




Odsyłam Was także na stronę myBra.pl, gdzie możecie poczytać o rodzajach biustonoszy i ich prawidłowym wyborze. Jest tam też kalkulator rozmiarów, który pomoże Wam poznać faktyczny rozmiar Waszego biustu.